Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy - bądź na bieżąco :)

11.19.2020

"W śnieżną noc" - świąteczny film Netflix vs zbiór opowiadań

Tak, to kolejny okołoświąteczny post. Tak, dalej mamy listopad :D. Jestem jednak przekonana, że fani tych klimatów przyznają mi rację: marnych parę dni na końcu grudnia to zdecydowanie za mało ^^. Do tego - jeśli wierzyć prognozie pogody - jutro ma się pojawić pierwszy śnieg!

Książka vs film:

♥ Książka: John Green, Lauren Myracle, Maureen Johnson - "Let it snow" / "W śnieżną noc" (po raz pierwszy wydana w 2008 roku, aktualnie wydanie "filmowe" Bukowego Lasu, 2019, 312 stron)

♥ Film: "W śnieżną noc" (Netflix, 2019, reż. Luke Snellin, w obsadzie: Mitchell Hope, Isabela Merced, Kiernan Shipka, Odeya Rush, Jacob Batalon, Shameik Moore i inni)



Ilustracja wykonana w Canva

Czytaliście już "W śnieżną noc"? Taki zbiór trzech świątecznych opowiadań YA, w tym Johna Greena? O grupce nastolatków, których losy splotły się w małym miasteczku, gdzie utknęli przez śnieżycę? 

Nie? To może z innej strony, widzieliście już na Netflix jego filmowy "odpowiednik"? Ja akurat zaczęłam od książki - tak z dwa lata temu... 


WRAŻENIA Z LEKTURY

Zaczynając bez ogródek, lektura jako całość mnie nie przekonała. Tym bardziej, że promocja była oparta na udziale Johna Greena - a mi akurat spodobało się tylko pierwsze opowiadanie Maureen Johnson. 

Jej historyjka może i nie była w pełni dopracowana, ale za to wyjątkowo świąteczna - leciutka, nastrojowa i urocza. Poza tym, w oryginalnej wersji językowej styl Maureen - swobodny, niewymuszony - wypadł po prostu lepiej od reszty. 

To opowiadanie naprawdę miało potencjał! Ech, gdyby je doszlifować, rozciągnąć do pełnowymiarowej powieści - byłby z tego prawdziwy świąteczny klasyk. Idealny na leniwy wieczór... Trochę szkoda :(.


FABUŁA OPOWIADAŃ (UWAGA, SPOILERY!)

1. Maureen Johnson - "Podróż Wigilijna" ("The Jubilee Express")

Rodzice Jubilee zostają aresztowani za udział w absurdalnych protestach kolekcjonerów ozdób świątecznych. Nie chcą, żeby była sama w domu na Święta. Dziewczyna musi więc zostawić swojego chłopaka i pojechać pociągiem do dziadków. 

Nadciąga śnieżyca. Pociąg awaryjnie zatrzymuje się w małym miasteczku. Jubilee spotyka sympatycznego chłopaka, który zaprasza ją do domu. Mimo tragicznych warunków pogodowych, nikogo nie informując, bez zasięgu i zastanowienia - oddala się z nim od grupy. Na szczęście Stuart nie okazuje się psychopatą i bezpiecznie lądują na kolacji u mamusi. 

Jubilee dochodzi do wniosku, że jej obecna druga połówka - Noah - nie zachowuje się do końca w porządku. Czy jednak wybierze dopiero co poznanego Stuarta?


Ilustracja wykonana w Canva

2. John Green - "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" ("A Cheertastic Christmas Miracle")

Do miasteczka trafia również drużyna cheerleaderek. W przeciwieństwie do Jubilee, która właśnie przedziera się za nieznajomym po ciemku przez chaszcze, rozsądnie trzymają się razem. Przemarznięte - obejmują w posiadanie cieplutką knajpkę z waflami blisko stacji.

Naturalnie, wieść się roznosi i na miejsce migiem ściągają lokalni chłopcy. Śliczne cheerleaderki w ich małej mieścinie? Prawdziwy cud na Święta! Szykuje się spontaniczna impreza.

Nie wszyscy są jednak zadowoleni z "inwazji obcych" - chichoczących i machających pomponami. Wzbudzają zazdrość Duke, przyjaciółki jednego z chłopaków, skutecznie psując jej świąteczny nastrój. Może jednak nie wszystko jest stracone - może on też skrycie żywi do niej cieplejsze uczucia?

3. Lauren Myracle - "Święta Patronka Świnek" ("The Patron Saint of Pigs")

Egoistka Addie po kłótni z chłopakiem nie znajduje oparcia u przyjaciółki - też już zmęczonej jej podejściem do życia. Dalej niewiele pamiętam, bo przemknęłam jak najszybciej do szcześliwego zakończenia. Chyba była tam gdzieś po drodze jakaś świnka?


Ilustracja wykonana w Canva

RÓŻNICE I PODOBIEŃSTWA

Czy można ten film nazwać adaptacją? Według mnie nie. Netflix przerobił te opowiadania tak, że własny wydawca mógłby ich nie rozpoznać...

Już od pierwszych ujęć widać, że radykalnie zmienił tło, a wraz z nim klimat całej opowieści.

W książce mamy zamieć. Taką prawdziwą, pełną fantazji, skrajnie nieprzyjemną śnieżycę. Jest więc zimno, ciemno, momentami pewnie nic nie widać, bo wszystko zalepia mokry śnieg. Przemarznięci  do szpiku kości ludzie na złamanie karku lecą się gdzieś ukryć przed żywiołem. 

A w filmie? W filmie mamy wyprane z oryginalności, sielskie, kanadyjskie widoczki - jak ze świątecznych kartek. Takie pogodne zimowe południe, wprost idealne na sanki. Do tego z nieba cały czas sypie się delikatny, śnieżny puch...

Dalej, Netflix wziął się za majstrowanie przy fabule.

Scenarzyści oparli się głównie na (bardzo przeciętnym) drugim opowiadaniu, Greena. Rozciągnięto je na cały film, okraszono - o zgrozo - amerykańskimi żartami i przygodami na kształt "Stary, gdzie moja bryka?", też chyba losowanymi z kapelusza miejscami akcji... 

Co było do przewidzenia, uwaga publiczności skupiła się na jego parze. Netflix co prawda podmienił im uczucia (zazdrosny Tobin), ale oprócz bardzo stonowanych cheerleaderek, duch jego opowiadania - jako jedyny - został mniej więcej zachowany.

Pierwsze i trzecie opowiadanie zostały już jednak wywrócone do góry nogami. Światło reflektorów padło też na przyjaciółkę Addie - Dorrie, czyli bohaterkę nowego wątku Netflixa, dodanego zapewne dla reprezentacji innych orientacji.

Co więcej, chociaż mamy tu Julie i Stuarta, to jest to już jak dla mnie zupełnie inna para i nowa historia! Ku mojemu niedowierzaniu, twórcy filmu po prostu pozbyli się opowiadania Maureen. Nawet porządny cień po nim nie został :(.

I co dostaliśmy w zamian? Boleśnie plastikową randkę dziewczyny rozdartej pomiędzy wyjazdem na studia a chorobą mamy z przypadkowo spotkanym sławnym, samotnym muzykiem.


A WIĘC KSIĄŻKA CZY FILM?

Szczerze, w przeciwieństwie do też przecież sztampowej, a naprawdę sympatycznej adaptacji "Dasha i Lily", tutaj ani jedno, ani drugie mnie w pełni nie ujęło.

W książce spodobało mi się pierwsze opowiadanie i mocno działające na wyobraźnię tło: dom rodziców Jubilee - pełen zwariowanych, świątecznych ozdób, dalej mknący przez ciemność pociąg, małe miasteczko i jedna jedyna przytulna knajpka w szalejącej śnieżycy! Ale to przecież tylko część lektury...

A w filmie? Przypomnę, że w filmie się tych elementów pozbyli!

W opiniach widzów przewija się parę wspólnych uwag, z którymi się zgadzam. Raz, że to twór według amerykańskiego algorytmu na popularne świąteczne romansidło, podobny do innych jak dwa pierniczki z jednej foremki. Nie nadrabia też urokiem, czy naturalnym ciepłem.

I dwa, że ten obrany - cukierkowo bezbarwny - scenariusz zupełnie nie dał się wykazać aktorom.

Podsumowując, zbiorek opowiadań jako całość oceniam jako przeciętny. Film też był słaby, ale nie odradzam, bo może nada się na jeden wieczór. Gdzie indziej zobaczycie też hinduskie bóstwa i chińskiego noworocznego smoka razem z Jezusem w stajence? ;) Lepiej nie mieć tu jednak większych oczekiwań.

11.11.2020

"Dash i Lily" - świąteczny serial Netflix (adaptacja) vs książka Cohn i Levithana

Tak, dobrze widzicie. Podwójnie świąteczna recenzja w listopadzie ^^. Czy jednak nie należy nam się już odrobina grudniowej magii? Dla odmiany, relaksu po prostu - coś pogodnego, a nie jakieś same postapo - w tym roku ciut za realistyczne?

Z serii książka vs film:

♥ Książka: Rachel Cohn, David Levithan - "Dash i Lily" (Bukowy Las, 312 stron)

♥ Ekranizacja: "Dash i Lily" (Netflix, 2020, Joe Tracz, Midori Francis jako Lily, Austin Abrams jako Dash)

ilustracja wykonana w Canva. Ciasteczko - skojarzenie z bohaterką książki :).

Czytaliście kiedyś "Księgę wyzwań Dasha i Lily"? Takie słodkie, świąteczne YA, całkiem popularne z pięć lat temu? Albo już w nowym wydaniu - jako "Dash i Lily"?

Mi do niedawna kojarzył się już tylko sam szkielet tej powieści. Dwójka samotnych, nowojorskich nastolatków, którzy odnajdują się w wielkim mieście poprzez notes z wyzwaniami. Ot, specjalnie zostawiony w ulubionej księgarni ;). W paru słowach? Niezła, okołogrudniowa lekturka, ale w sumie nic nadzwyczajnego.

Czemu więc do niej wracam? Bo właśnie wczoraj była premiera jej ekranizacji. Tak, Netflix przerobił ją na kolejny, chwytliwy o tej porze roku świąteczny tytył (serial). Nie, że narzekam ^^ - lepsze to niż halloweenowe horrorki ;).

Pierwszy sezon to tylko osiem króciuteńkich (jak w anime) odcinków. Razem dają jednak prawie cztery godziny w świątecznym Nowym Jorku... Choćby dla samych ujęć - postanowiłam spróbować ^^.

FABUŁA - RÓŻNICE I PODOBIEŃSTWA

Sprawdźmy. Lily, optymistka, zagorzała wielbicielka świąt? Jest, entuzjazm wcielony. Cyniczny Dash, chwilowo ukrywający się przed wszystkimi? Niechętnie, ale obecny. Czy nie cierpi świąt? Bardzo. Czerwony notatnik z wyzwaniami też możemy odhaczyć. 

Czy jednak rodzina Lily była już azjatycko-amerykańska? Nie pamiętam... Czy jej brat w książce też miał chłopaka? Czy to Netflix zwyczajowo dorzucił dla reprezentacji?

Też, czy obie rodziny były bogate, czy scenografa poniosło? Przecież nie każdego stać na tak piękne - stylowe i przestrzenne - mieszkania w Nowym Jorku...

I jakie konkretnie były te wyzwania? Filmowe idealnie pasowały mi do reszty. Przy lekturze miałam jednak wręcz przeciwne wrażenie. Co tam było? 

Zerknęłam jeszcze rano na dostępne porównania i naprawdę pełno różnic ludzie wynaleźli... Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że Joe Tracz uchwycił i rewelacyjnie oddał sedno, ducha tej powieści :). 

OBSADA AKTORSKA

I tu mnie Netflix naprawdę zaskoczył. Aktorzy (w głównych rolach Midori Francis i Austin Abrams) byli po prostu kapitalnie dobrani do postaci. Do tego dosłownie wszyscy sprawili się świetnie! 

Całość wręcz oczarowała mnie naturalnością - powiedzmy szczerze, nietypową dla amerykańskich produkcji Netflixa. Jak to dobrze, że twórcy serialu nie zepsuli wszystkiego typowo sitcomowym humorem!

Moją uwagę zwróciły zwłaszcza postaci drugoplanowe. Energiczny Dante Brown, z zaraźliwie radosnym uśmiechem, jako najlepszy przyjaciel Dasha. Pełna ekspresji Jodi Long, jako ekscentryczna, szykowna wróżka chrzestna ciotka Lily. James Saito jako przekonujący surowy, ale kochający dziadek.

Co ciekawe, serial wyprodukowała firma Nicka Jonasa, więc sam Nick też się w nim gościnnie pojawił.

ZDJĘCIA, SCENOGRAFIA I KOSTIUMY

Tu też jestem pod wrażeniem. Pomijając zgodność z książką, wyszło im to po prostu cudnie. Jak przegląd perfekcyjnych, nasyconych kadrów z Instagrama. Inspirująca scenografia (te wnętrza!), nastrojowe oświetlenie, książki, peeełno książek :D, barwne, dobrze dobrane kostiumy (wiecie, takie podkreślające charakter postaci) i jeszcze ten Nowy Jork w zimie... Bajka. Co tu więcej mogę dodać?

OPRAWA MUZYCZNA

Muzyka w tle była oczywiście świąteczna. Daję tu kolejny duży plus - za utrzymanie równowagi. Melodie nie były przytłaczające. Subtelnie, a skutecznie podkreślały nastrój scen.

OGÓLNE WRAŻENIA

Jak dla mnie, to lepiej tej książki nie mogli zekranizować. Przyznam nawet szczerze, że bardziej spodobał mi się serial!

Jestem zwłaszcza pod wrażeniem artystycznych ujęć i ogromu pracy, jaką w swoje postaci włożyli dosłownie wszyscy aktorzy. Co ciekawe, według Buzzfeed, Midori i Austin dla większej chemii na ekranie nawet wymieniali się na serio swoim własnym notatnikiem (spalili go po zakończeniu nagrań ;) ).

Naprawdę, trzeba pogratulować twórcom serialu - bo wyszedł im wyjątkowy, cudnie leciutki, ciepły i nastrojowy. Do tego dużo bardziej spójny niż ta powieść.

Jak nic będzie hit grudnia! Podobno zastanawiają się już nawet nad drugim sezonem. Ma to rację bytu, bo w sumie jest też druga książka. Kontynuacji nie wróżę już jednak takiego sukcesu.

Podsumowując, gorąco polecam. Nie ma na co czekać! Jeśli tylko szukacie czegoś przyjemnego, lekkostrawnego do obejrzenia - warto dorzucić do listy :). 

11.07.2020

(Nieksiążkowi) ulubieńcy jesieni 2020

Wiem, do pierwszego dnia zimy jeszcze kaaawał czasu. Postanowiłam jednak, że tym razem dla odmiany wrzucę już na bloga ulubieńców, czyli to, co mnie mimo wszystko tej jesieni cieszy. Ot, troszkę wcześniej na poprawę humorków ^^.


♥1. Po prostu jesień! Fakt, pogoda bywa różna, a nawet bardzo "różna". Za to jak tylko przyświeci słońce - świat aż się mieni od ciepłych, jesiennych barw :). Góry i lasy jesienią są po prostu cudowne! A deszczowe wieczory też nie są przecież najgorsze ;). Wystarczy puchaty kocyk, kakao i dobra książka, czy film.

ROZRYWKA

♥2. A propos filmów dokumenty o muzykach na Netflix! Mniej, czy bardziej wyreżyserowane i tak sięgają poza plastikową fasadę i pokazują sławnych muzyków jako... ludzi. Poza tym, przy obecnym stanie pandemii do koncertów na żywo nam daleko...

Od czego zacząć? Jeśli lubicie koreańskie klimaty - można wrzucić "BLACKPINK. Light Up The Sky". Amerykańskie? "Miss Americana" i cudny koncert "Reputation Stadium Tour" Taylor Swift. 

Ma dziewczyna moc! Pierwszy raz słyszałam ją w ostrzejszych tonach ("...Ready for it?" i "I Did Something Bad" ) i jestem pod wrażeniem.

♥3. Najlepsze audycje z amerykańskiego Mam Talent! Serio, brakuje mi tego programu, ale w obecnych warunkach to byłby kosmos. W każdym razie, do ulubieńców trafia Beau Dermott i jej musicalowy cover "Defying Gravity". Btw co za tekst!

♥4. Jeszcze mini-filmiki o ratowaniu zwierzątCo jak co, ale teraz zdecydowanie potrzebujemy też pozytywnych treści.

URODA


♥5. Jesienne barwy i jeżynowy kolor dodatków! Tu bez zmian, jakoś u mnie co roku powraca dla przełamania deszczowej szarości ;).

♥6. Z kosmetyków: podkład L'Oréal True Match. Dla mnie idealny, bo delikatny, leciutki, taki jakby pylisty? Łatwo się rozprowadza.
COŚ NA ZĄB :)

♥7. Dżem z jabłek! Nieskromnie powiem, że w tym roku wyszedł mi po prostu przepyszny :D.

♥8. Jeszcze sprzed fali: "artystyczna" kawiarnia Mono w Bielsku-Białej. Ceny wysokie, ale warto spróbować. Nie dość, że pysznie, to zobaczcie jakie tam mają cudeńka (szarlotki):


NAUKA JĘZYKÓW

♥9. Do nauki włoskiego (średniozaawansowany) darmowy podcast i filmiki "Italiano automatico".

I to by było na tyle. Coś miłego u Was? Trzymajcie się tam ciepło!

10.11.2020

Premiery książek jesień (wrzesień, październik) 2020

Jejku, jak dawno już u mnie nie było nowości! A patrząc po statystykach - to przecież Wasz ulubiony cykl na moim blogu... Ale to nie tak, że się im na co dzień nie przyglądam. Ba! U Was też z chęcią o premierach czytam. Jednak jak dla mnie, dopiero teraz - na jesień, pojawiły się te bardziej kuszące ^^.

ilustracja wykonana przy pomocy Canva

♥1. Torbjorn Faerovik - "Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu"
Data premiery: 2020-09-16
Wydawnictwo: Poznańskie

Norweski pisarz w podróży w czasie i przestrzeni kultowym Orient Expressem. Kiedyś na pewno też się z nim zabiorę - koleją przez dwanaście państw wprost z fotela ;).

♥2. Ewa Zgrabczyńska - "Tygrysie serce. Moje życie ze zwierzętami"
Data premiery: 2020-09-16
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Świetny tytuł i cudna okładka z tygrysem! Przyznam, to one przykuły mój wzrok. Środek jednak też zapowiada się nieźle. Podobno ciepło i ciekawie - o życiu wśród zwierząt i walce o ich prawa - z punktu widzenia dyrektorki zoo.

♥3. Jolanta Szymska-Wiercioch i Wojciech Wiercioch - "Anegdoty z czterech stron świata"
Data premiery: 2020-10-14
Wydawnictwo: Mg

Ładne wydanie, 576 stron zabawnych historyjek z życia przeróżnych, znanych postaci historycznych... Przyznam, że zamówiłam i czekam z niecierpliwością :). Co, jak co - ale w ostatnich czasach na pewno przyda się nam wszystkim troszkę humoru!

♥4. Erin Carlson - "Queen Meryl"
Data premiery: 2020-10-14
Wydawnictwo: Wielka Litera

Barwna biografia znanej aktorki - Meryl Streep, podobno całkiem niezła - wciągająca i inspirująca :). Zamówiłam na prezent. W sumie też Meryl lubię, więc może pożyczę i przeczytam kiedyś przy okazji ;).

♥5. Piotr Milewski - "Transsyberyjska"
Data premiery: 2020-10-14
Wydawnictwo: Świat Książki

Napisana z rozmachem, o historii, ludziach i przede wszystkim podróży koleją transsyberyjską. Jak to promują - książka w rytmie pociągu. Kusi mocno, ale nie wszystko naraz ;).

♥6. "Podróże marzeń. Poza utartym szlakiem"
Data premiery: 2020-10-24
Wydawnictwo: Expressmap Polska

Przedrogi album ze ślicznymi zdjęciami z 150 fascynujących miejsc... Ech, wygrałby raz człowiek w Lotto!

A co Wy ostatnio wypatrzyliście w nowościach?

9.25.2020

Owocowy tag książkowy!

No i mamy już jesień Moi Mili! Kiedy to lato uciekło? ;) Zdradzę Wam jednak po cichutku, że jakoś wcale tego nie żałuję - w końcu spędziłam je miło, a jesień to taka cudna pora roku!

W ramach świętowania, zapraszam Was dzisiaj na Owocowy tag książkowy :).

ilustracja wykonana za pomocą Canva

Tytuł: Owocowy Tag Książkowy
Autor/ka: nieznany/a (ktoś podpowie?)


♥1. ANANAS - książka z najbardziej egzotycznym miejscem akcji

"Wyspa kochających lemurów" Arkadego Fiedlera! Polska literatura podróżnicza w najlepszym wydaniu. Jeśli planujecie już jesienne podróże "z fotela", to polecam Madagaskar ;).

♥2. BANAN - książka, która zawsze wywołuje uśmiech

Staram się nie powtarzać tytułów w tagach, ot, żeby Was nie zanudzić, ale to taaakie trudne! :D. 

Próbujemy! Tym razem "Awantura w Niekłaju" Edmunda Niziurskiego - jedna z moich ulubionych lektur z dzieciństwa. Tajemniczy ogród, Piraci... Czysty chaos, mnóstwo przygód! Nawet nie wiem, ile razy ją czytałam :D. 

Uśmiecham się jak tylko słyszę tytuł. Siła wspomnień!

♥3. MALINA - najsłodszy książkowy pocałunek

Może z przeczytanych w tym roku - z "Telepath" Janet Edwards

"Telepath" to pierwsza część postapokaliptycznej serii YA pt. "Hive Mind", którą mimo braku polskiego tłumaczenia - gorąco polecam! Telepaci, podzielona kastowo społeczność zamieszkująca wielki ul, masa dopracowanych postaci... Widać, że to świat stworzony przez matematyczkę - taki... logiczny!

♥4. TRUSKAWKA - książka polskiego autora, której akcja nie dzieje się w Polsce

Dwa tytuły, które czytałam już wieki temu, przez co pamiętam jak przez mgłę... Ale zdecydowanie sympatyczne! 
Marcin Bruczkowski - "Bezsenność w Tokio" (o tym, jak to jest być cudzoziemcem w Japonii) i "Singapur, czwarta rano" (o realiach życia w Singapurze).

ilustracja wykonana za pomocą Canva

♥5. CYTRYNA - książka, po przeczytaniu której miałeś kwaśną minę

W tym roku to zdecydowanie "The Bookish Life of Nina Hill" Abbi Waxman. 

Tak się cieszyłam na tę lekturę! Książkowy tytuł, okładka kusząca ciepłymi, jesiennymi barwami... Do tego sama historia zapowiadała się nad wyraz przyjemnie! Główna bohaterka, introwertyczka, pracownica księgarni, po śmierci nieznanego sobie ojca odkrywa ogromną rodzinę, o której nie miała pojęcia.

W teorii brzmiało świetnie, a wyszło jak wyszło...

♥6.  JAGODA - książka, której akcja dzieje się w lesie

I tu znowu sięgnę po zasoby z dzieciństwa - klasyczny "Biały kieł" Jacka Londona. Czasy fascynacji wilkami w literaturze :D.

♥7. ARBUZ - książka idealna na upał


Czyli rozumiem, że lekkie i przyjemne :D. To z ostatnio przeczytanych YA:

"Dirty Little Secret" Jennifer Echols - dwójka sióstr od dziecka występuje razem na festiwalach muzyki country, ale wytwórnia muzyczna wybiera tylko jedną z nich. Druga, porzucona, automatycznie staje się niewygodnym sekretem, skrupulatnie ukrywanym przed krwiożerczą prasą. Jeśli nie chce na zawsze porzucić muzyki, musi sama stanąć we własnej obronie!

- "Restart" Gordona Kormana - chłopak budzi się po upadku z dachu. Ma amnezję. Okazuje się, że przed wypadkiem był wyjątkowo popularnym, ale wrednym sportowcem. Próbuje odnaleźć siebie.

♥8. WINOGRONO - książka z dużą ilością bohaterów


Z przeczytanych w tym roku - "Pojedynek na słowa" Connie Willis. Lekka powieść łącząca motywy telepatii, prywatności i korpo-życia. Wiem, brzmi dziwnie, ale dobrze się czyta ;).


A co Wy byście wybrali?

Goodreads - ostatnio przeczytane

The Simple Wild
Can't Wait to Get to Heaven
The Accidentals
Suddenly Royal
The Library of Lost and Found
Zakochani w świecie. Malezja
Czytelniczka znakomita
Listen to Your Heart
Better off Friends
Atlas szczęścia
Love & Luck
Drzewo życzeń
Za rękę z Koreańczykiem
Rekin z parku Yoyogi
Love & Gelato
Love Factually: 10 Proven Steps from I Wish to I Do
The Oracle Year
American Panda
Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin
Boże Narodzenie w Lost River


Strona po stronie's favorite books »

Archiwum

Popularne posty