O pozostałych premierach książek z jesieni 2024 -> klik!
"Pierwszy urok" to nie debiut, ale zdecydowanie sprawia takie wrażenie. Jest w nim coś specyficznego dla niedoskonałych, ale pełnych nadziei pisarskich początków ;).
No cóż. Ostatnio jakoś nam rzadko dopisuje pogoda. Ale pomyślcie tylko! Tym lepsza wymówka, żeby nadrobić czytelnicze zaległości, czy w końcu obejrzeć najnowszy hit Netflixa i ... zanurzyć się w świecie Ravki aż po same uszy! Mamy na sali wielbicieli fantastyki, czy mrocznych westernów? Filmów kostiumowych, rosyjskich inspiracji? Zapraszam, zapraszam... dzisiaj każdy znajdzie coś dla siebie ^^.

ilustracja wykonana w Canva
Takim oto cytatem kończy się „Tańczący z lwami” – lektura, z którą weszłam szumnie w Nowy Rok. Zadedykowana „Dzikim Stworzeniom” autobiografia Anglika, który ku zaskoczeniu bliskich odnalazł ww. odwagę i miejsce na świecie akurat pośród lwów w samym sercu Afryki.
Dzisiaj będzie o naprawdę przesympatycznej książce dla dzieci :). Jeśli szukacie czegoś ciekawego na prezent - koniecznie rzućcie na nią okiem!

fragment nieco chaotycznej, ale za to barwnej i wesołej okładki :)
Nikola Kucharska - "Wielka Księga Zagadek i Łamigłówek"
Wydawnictwo GREG
Jeśli tak jak ja macie w rodzince osóbki w wieku około sześciu do ośmiu lat, to na pewno już niejeden raz głowiliście się nad prezentem.
W końcu, dzieciaki w tym wieku mają już z zasady sporo popularnych zabawek, a do tego potrzebują czegoś bardziej dającego do myślenia. Ot, nowych wyzwań na swoją - broń Boże, jeśli się pomylisz - już NIE przedszkolakową miarę! I jak ratują tu człowieka przeróżne dostępne na rynku gadżety, gry planszowe i karciane, to przecież czasami ma się ochotę na odmianę!
I tutaj wkracza do akcji Wydawnictwo GREG z "Wielką Księgą Zagadek i Łamigłówek" Nikoli Kucharskiej.
Książka prezentuje się po prostu wyśmienicie. Spory format (300 x 240 mm), miękka, ale solidna oprawa i ta okładka! Nie dość, że bajecznie kolorowa, to jeszcze pełna fantazyjnych stworzeń :).
To na pierwszy rzut oka. A dalej? Prawie 250 stron - barwnych i pełnych akcji! Na samą myśl od razu się uśmiecham :).
Zastanówmy się - co lubią dzieciaki w tym wieku? Zwierzaki? Jakieś potworki? Piratów? Kosmitów? Dinozaury? Księżniczki i rycerzów? Detektywów? Morskie stworzenia? Pojazdy? Dosłownie każdej z tych rzeczy jest poświęcony jeden rozdział książki!

fragment mniej złożonej ilustracji z Księgi Nikoli Kucharskiej.
Piratka z typowymi dla stylu Autorki odstającymi uszami i zadartym noskiem.
Tyle klimatycznych tematów, a naprawdę - żaden z rozdziałów nie zaniża poziomu! Każdy jest pełen wciągających zadań. Każdy zachęca do zabawy masą oryginalnych, zadziornych (jak noski postaci ;) ) ilustracji. I chociaż kolorystyka całości jest z deczka stonowana - nie sposób odwrócić od tego wydania wzroku!
A jak zadania? Czy nie za proste, czy nie za trudne?
Sama kupiłam, to wiem, że to kluczowe pytanie. W końcu, "za proste" to nuuudne, a "za trudne" - nawet jeśli ktoś troszkę pomoże - zniechęca do wypełniania...
A więc jak to jest?
Książka jest oficjalnie przeznaczona dla dzieci w wieku od 6 do 8 lat, co według mnie nieźle odpowiada praktyce. Dużo zależy jednak od danego dziecka i nastawienia rodziców. Plusem są tu zdecydowanie poziomy trudności zadań - 3 różne i wyraźnie oznaczone rysunkowymi medalami.
"Łatwe" to zadania typu wyobraź sobie i dorysuj, np. co zjadł smok, pokoloruj, dopasuj cień, jakieś prostsze labirynty, czy łączenie par. Dalej pojawiają się coraz bardziej zaawansowane jak szukanie różnic, odnajdywanie w tłumie i liczenie, wykreślanie z literek wybranych słów.
W przypadku młodszych dzieciaków trudniejsze mogą wymagać pomocy rodziców, albo po prostu odłożenia na później.


Tak, dobrze widzicie. Podwójnie świąteczna recenzja w listopadzie ^^. Czy jednak nie należy nam się już odrobina grudniowej magii? Dla odmiany, relaksu po prostu - coś pogodnego, a nie jakieś same postapo - w tym roku ciut za realistyczne?
Z serii książka vs film:

ilustracja wykonana w Canva. Ciasteczko - skojarzenie z bohaterką książki :).
Czytaliście kiedyś "Księgę wyzwań Dasha i Lily"? Takie słodkie, świąteczne YA, całkiem popularne z pięć lat temu? Albo już w nowym wydaniu - jako "Dash i Lily"?
Mi do niedawna kojarzył się już tylko sam szkielet tej powieści. Dwójka samotnych, nowojorskich nastolatków, którzy odnajdują się w wielkim mieście poprzez notes z wyzwaniami. Ot, specjalnie zostawiony w ulubionej księgarni ;). W paru słowach? Niezła, okołogrudniowa lekturka, ale w sumie nic nadzwyczajnego.
Czemu więc do niej wracam? Bo właśnie wczoraj była premiera jej ekranizacji. Tak, Netflix przerobił ją na kolejny, chwytliwy o tej porze roku świąteczny tytył (serial). Nie, że narzekam ^^ - lepsze to niż halloweenowe horrorki ;).
Pierwszy sezon to tylko osiem króciuteńkich (jak w anime) odcinków. Razem dają jednak prawie cztery godziny w świątecznym Nowym Jorku... Choćby dla samych ujęć - postanowiłam spróbować ^^.
FABUŁA - RÓŻNICE I PODOBIEŃSTWA
Sprawdźmy. Lily, optymistka, zagorzała wielbicielka świąt? Jest, entuzjazm wcielony. Cyniczny Dash, chwilowo ukrywający się przed wszystkimi? Niechętnie, ale obecny. Czy nie cierpi świąt? Bardzo. Czerwony notatnik z wyzwaniami też możemy odhaczyć.
Czy jednak rodzina Lily była już azjatycko-amerykańska? Nie pamiętam... Czy jej brat w książce też miał chłopaka? Czy to Netflix zwyczajowo dorzucił dla reprezentacji?
Też, czy obie rodziny były bogate, czy scenografa poniosło? Przecież nie każdego stać na tak piękne - stylowe i przestrzenne - mieszkania w Nowym Jorku...
I jakie konkretnie były te wyzwania? Filmowe idealnie pasowały mi do reszty. Przy lekturze miałam jednak wręcz przeciwne wrażenie. Co tam było?
Zerknęłam jeszcze rano na dostępne porównania i naprawdę pełno różnic ludzie wynaleźli... Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że Joe Tracz uchwycił i rewelacyjnie oddał sedno, ducha tej powieści :).
OBSADA AKTORSKA
I tu mnie Netflix naprawdę zaskoczył. Aktorzy (w głównych rolach Midori Francis i Austin Abrams) byli po prostu kapitalnie dobrani do postaci. Do tego dosłownie wszyscy sprawili się świetnie!
Całość wręcz oczarowała mnie naturalnością - powiedzmy szczerze, nietypową dla amerykańskich produkcji Netflixa. Jak to dobrze, że twórcy serialu nie zepsuli wszystkiego typowo sitcomowym humorem!
Moją uwagę zwróciły zwłaszcza postaci drugoplanowe. Energiczny Dante Brown, z zaraźliwie radosnym uśmiechem, jako najlepszy przyjaciel Dasha. Pełna ekspresji Jodi Long, jako ekscentryczna, szykowna wróżka chrzestna ciotka Lily. James Saito jako przekonujący surowy, ale kochający dziadek.
Co ciekawe, serial wyprodukowała firma Nicka Jonasa, więc sam Nick też się w nim gościnnie pojawił.
ZDJĘCIA, SCENOGRAFIA I KOSTIUMY
Tu też jestem pod wrażeniem. Pomijając zgodność z książką, wyszło im to po prostu cudnie. Jak przegląd perfekcyjnych, nasyconych kadrów z Instagrama. Inspirująca scenografia (te wnętrza!), nastrojowe oświetlenie, książki, peeełno książek :D, barwne, dobrze dobrane kostiumy (wiecie, takie podkreślające charakter postaci) i jeszcze ten Nowy Jork w zimie... Bajka. Co tu więcej mogę dodać?
OPRAWA MUZYCZNA
Muzyka w tle była oczywiście świąteczna. Daję tu kolejny duży plus - za utrzymanie równowagi. Melodie nie były przytłaczające. Subtelnie, a skutecznie podkreślały nastrój scen.
OGÓLNE WRAŻENIA
Jak dla mnie, to lepiej tej książki nie mogli zekranizować. Przyznam nawet szczerze, że bardziej spodobał mi się serial!
Jestem zwłaszcza pod wrażeniem artystycznych ujęć i ogromu pracy, jaką w swoje postaci włożyli dosłownie wszyscy aktorzy. Co ciekawe, według Buzzfeed, Midori i Austin dla większej chemii na ekranie nawet wymieniali się na serio swoim własnym notatnikiem (spalili go po zakończeniu nagrań ;) ).
Naprawdę, trzeba pogratulować twórcom serialu - bo wyszedł im wyjątkowy, cudnie leciutki, ciepły i nastrojowy. Do tego dużo bardziej spójny niż ta powieść.
Jak nic będzie hit grudnia! Podobno zastanawiają się już nawet nad drugim sezonem. Ma to rację bytu, bo w sumie jest też druga książka. Kontynuacji nie wróżę już jednak takiego sukcesu.
Podsumowując, gorąco polecam. Nie ma na co czekać! Jeśli tylko szukacie czegoś przyjemnego, lekkostrawnego do obejrzenia - warto dorzucić do listy :).
"Nie urodziłbyś się, gdyby zabrakło choćby jednego z twoich przodków. (...) gdybyś cofnął się o dwadzieścia, a nawet trzydzieści pokoleń - być może nawet ponad miliona osób. (...) Twoje istnienie (...) wyda ci się wówczas cudem, (...) zrozumiesz jak cenne jest życie"Po drugie, zawierała w sobie mnóstwo rozsądnych (wiem, ktoś dopowiedziałby: banalnych) wskazówek, którymi spokojnie można się kierować w codziennym życiu.