Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy - bądź na bieżąco :)

1.20.2021

Nikola Kucharska - "Wielka Księga Zagadek i Łamigłówek" (recenzja) :)

Dzisiaj będzie o naprawdę przesympatycznej książce dla dzieci :). Jeśli szukacie czegoś ciekawego na prezent - koniecznie rzućcie na nią okiem!

fragment nieco chaotycznej, ale za to barwnej i wesołej okładki :)

Nikola Kucharska - "Wielka Księga Zagadek i Łamigłówek"
Wydawnictwo GREG

Jeśli tak jak ja macie w rodzince osóbki w wieku około sześciu do ośmiu lat, to na pewno już niejeden raz głowiliście się nad prezentem. 

W końcu, dzieciaki w tym wieku mają już z zasady sporo popularnych zabawek, a do tego potrzebują czegoś bardziej dającego do myślenia. Ot, nowych wyzwań na swoją - broń Boże, jeśli się pomylisz -  już NIE przedszkolakową miarę! I jak ratują tu człowieka przeróżne dostępne na rynku gadżety, gry planszowe i karciane, to przecież czasami ma się ochotę na odmianę!

I tutaj wkracza do akcji Wydawnictwo GREG z "Wielką Księgą Zagadek i Łamigłówek" Nikoli Kucharskiej.

Książka prezentuje się po prostu wyśmienicie. Spory format (300 x 240 mm), miękka, ale solidna oprawa i ta okładka! Nie dość, że bajecznie kolorowa, to jeszcze pełna fantazyjnych stworzeń :).

To na pierwszy rzut oka. A dalej? Prawie 250 stron - barwnych i pełnych akcji! Na samą myśl od razu się uśmiecham :).

Zastanówmy się - co lubią dzieciaki w tym wieku? Zwierzaki? Jakieś potworki? Piratów? Kosmitów? Dinozaury? Księżniczki i rycerzów? Detektywów? Morskie stworzenia? Pojazdy? Dosłownie każdej z tych rzeczy jest poświęcony jeden rozdział książki!

fragment mniej złożonej ilustracji z Księgi Nikoli Kucharskiej. 
Piratka z typowymi dla stylu Autorki odstającymi uszami i zadartym noskiem.

Tyle klimatycznych tematów, a naprawdę - żaden z rozdziałów nie zaniża poziomu! Każdy jest pełen wciągających zadań. Każdy zachęca do zabawy masą oryginalnych, zadziornych (jak noski postaci ;) ) ilustracji. I chociaż kolorystyka całości jest z deczka stonowana - nie sposób odwrócić od tego wydania wzroku!

A jak zadania? Czy nie za proste, czy nie za trudne? 

Sama kupiłam, to wiem, że to kluczowe pytanie. W końcu, "za proste" to nuuudne, a "za trudne" - nawet jeśli ktoś troszkę pomoże - zniechęca do wypełniania...

A więc jak to jest? 

Książka jest oficjalnie przeznaczona dla dzieci w wieku od 6 do 8 lat, co według mnie nieźle odpowiada praktyce. Dużo zależy jednak od danego dziecka i nastawienia rodziców. Plusem są tu zdecydowanie poziomy trudności zadań - 3 różne i wyraźnie oznaczone rysunkowymi medalami.

"Łatwe" to zadania typu wyobraź sobie i dorysuj, np. co zjadł smok, pokoloruj, dopasuj cień, jakieś prostsze labirynty, czy łączenie par. Dalej pojawiają się coraz bardziej zaawansowane jak szukanie różnic, odnajdywanie w tłumie i liczenie, wykreślanie z literek wybranych słów.

W przypadku młodszych dzieciaków trudniejsze mogą wymagać pomocy rodziców, albo po prostu odłożenia na później.

fragment charakterystycznie pełnej akcji, szczegółowej ilustracji z Księgi Nikoli Kucharskiej

Podsumowując, to naprawdę przeurocza, humorystyczna, rozwijająca wyobraźnię i różnego typu zdolności pozycja dla dzieci - a do tego w świetnej cenie! Pani Nikola trafia na moją listę sprawdzonych autorów :). Jej Księga co prawda wymaga na początku pewnego zaangażowania rodziców, czy dziadków, ale w dłuższej perspektywie - zapewni godziny solidnej rozrywki.

Ba! Wydawca pomyślał nawet o odpowiedziach do zagadek. Spisali się - wypisz wymaluj - na szóstkę z plusem!

1.09.2021

Migawki z grudnia i styczniowy update

Jak tam w Nowym Roku Słoneczka? Trzymacie się ciepło? ^^ U mnie wszystko dobrze. Święta minęły mi wręcz błyskawicznie... Ani się człowiek nie obejrzał i już koniec wolnego!

Wypoczęliście trochę? Ja nawet nawet :). W Ulubieńcach grudnia wymieniłabym zimowe spacerki i cudny, nastrojowy koncert Blue Cafe na Netflix ♥.



Poza tym, soundtrack mojego grudnia? Zdecydowanie dwa melodyjne, "wilcze" utwory - "A Promise That I'll Keep" z "Wolfblood" i "Running with the wolves" Aurory.


Pod względem książek rekordów nie biłam ^^. Prawie same lekkie czytadła...

Z bardziej treściwych tytułów, "Oswajanie świata" Bouviera i dwie biografie Tony'ch - autobiografia Fitzjohna ("Tańczący z lwami") i reszteczka 14,5 godzinnego audiobooka o losach Halika - podróżnika - awanturnika. Czytał: Jerzy Stuhr. Przyznam szczerze, że przez pierwsze 14,5 godziny przyzwyczajałam się do niego jako lektora :D. Ale dobra książka... 

Poleci mi ktoś jakiś nowy audiobook? Poszukiwany lektor / lektorka o miłym dla ucha głosie ^^. Zastanawiam się nad "Medicusem"...


A Wy, z jaką książką skończyliście stary rok? Z jaką weszliście w nowy? Zwracacie na to w ogóle uwagę? Ja zawsze WIEKI pierwszą lekturę wybieram ^^.

Tym razem nawet specjalnie zachomikowałam sobie kupioną wcześniej cegiełkę - "Anegdoty z czterech stron świata". Mam przeczucie, że się na niej nie zawiodę ^^.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

12.20.2020

Świąteczne życzenia na 2020 rok

Słodko pachną mandarynki. Na stole piętrzą się czekające na udekorowanie ciasteczka. W radiu na okrągło leci świąteczna muzyka. Wszystko lśni czystością, a z kącika już wesoło mruga ozłocona choinka... Chyba powolutku czas na bożonarodzeniowe życzenia?

W zeszłym roku rozmawialiśmy na blogu o tym, jak wejść w świąteczny nastrój. Czy można jednak mówić o cieszeniu się Świętami w grudniu 2020? Trudno powiedzieć. W końcu - to dla nas wszystkich skrajnie nietypowa sytuacja...

Jednak w tym pechowym roku jeszcze bardziej niż zwykle potrzebujemy Świąt. Ponieważ to czas nadziei i miłości. Czas, który nas wzmacnia, bo spędzamy go razem, choćby przez telefon, czy kamerkę. Zamiast więc wykreślać kolejną, pozytywną rzecz z tegorocznego kalendarza - przesyłam Wam najcieplejsze życzenia!


Miłych Świąt! Żebyście byli zdrowi i bezpieczni. Żeby świat jak najszybciej wrócił już do normalności - żeby przyszły rok był lepszy!

Wesołych Świąt!

12.02.2020

"Szczęście z piernika" vs "Serce z piernika" :D - bitwa o motyw!

Trochę wcześniej, bo mnie kusi :D - kolejna bitwa o motyw! Zapraszam serdecznie, będzie romantycznie, korzennie... troszkę banalnie, ale za to świątecznie ^^.

Pierniczkowe skarby z moich zeszłorocznych zapasów:
♥ Tomasz Betcher - "Szczęście z piernika" (332 strony, W.A.B)
♥ Magdalena Kordel - "Serce z piernika" (407 stron, Znak)

Znajoma kiedyś w prezencie dostała. Prawda, że prześliczne? 
Pyszności! Słodko wyglądają ^^.

"Szczęście z piernika"

Autorem "Szczęścia z piernika" jest Tomasz Betcher - doświadczony pedagog, pracujący z młodzieżą w trudnej sytuacji życiowej. Jego świąteczna powieść to krzepiąca historia, dla dorosłych - ale pokroju "Jeżycjady", czy "Samotnych wysp i storczyka" Onichimowskiej.

Jej akcja rozgrywa się w Toruniu, gdzie Kalina, były pracownik korporacji i świeżo zdradzona narzeczona - próbuje się pozbierać i otworzyć w końcu swoje marzenie - cukiernię "Ja pierniczę".

Zbliżają się Święta. Do wpół-otwartego lokalu trafiają przez przypadek Rafał - facet po przejściach - i jego nastoletnia córka Oliwka. Pomiędzy trójką zagubionych ludzi szybko nawiązuje się nić porozumienia...

Wrażenia? Tytuł zdecydowanie nie został doklejony na siłę. 100% pierniczkowego klimatu gwarantowane ^^. Co miłe, choć Autor reprezentuje "męski", konkretny punkt widzenia - to w jego powieści nie brakuje też elementów "kobiecych" - jak ciepłe fragmenty o uczuciach, czy choćby inspiracje kulinarne :).


"Serce z piernika"

Magdalena Kordel to znana autorka lekkich, kobiecych powieści romantycznych, o mocno poetyckim - momentami wręcz dekoracyjnym stylu. Jej "Serce z piernika" to połączenie typowo polskiej obyczajówki z realizmem magicznym rodem z "Dziadów", wieszczka gratis ^^.

Główną bohaterką "Serca" jest Klementyna - zabiegana, samotna mama prowadząca w sieci popularny sklepik z pierniczkami i opiekująca się kochaną, ale momentami wyjątkowo złośliwą babką, która na starość straciła kontakt z rzeczywistością. Wykończona codzienną walką i spragniona zmiany na lepsze.

Za sprawą szczypty pierniczkowej magii (realizm magiczny ^^), postanawia wrócić do malutkiego miasteczka swojego dzieciństwa. Z pomocą niezawodnej przyjaciółki, pakuje towarzystwo i z dnia na dzień przeprowadza się do odziedziczonej, różowej, jakby polukrowanej kamienicy. Malowniczego miejsca, w którym jej rodzina prowadziła niegdyś słynną na cały region cukiernię. Czy jednak odnajdzie w nim upragniony spokój i szczęście?

Podsumowując, leciutka, nastrojowa lekturka - z takich, od których robi się ciepło na sercu. Idealna na leniwe, niedzielne popołudnie ^^.


Bitwa o motyw!

Która z tych pierniczkowych obyczajówek wypadła lepiej? 


Idąc po kategoriach:

♥ Okładka - "Szczęście z piernika"

Oba projekty są miłe dla oka i nawiązują do tytułów. Mają dobrze dobrane czcionki (urocze serce w "S" "Serca"!). Wydawcy zadbali nawet wizualnie o często pomijane, a przecież bardzo ważne grzbiety (oba z pierniczkiem - serduszkiem :) ).

Nie ma się tu do czego przyczepić. No, moooże do herbaty na szaliku :D, ale już nie takie "kompozycje" na bookstagramie widzieliśmy. 

Okładki idą łeb w łeb ^^. Pozostaje więc wybrać tę, która bardziej przyciąga wzrok. A "Szczęście" z soczystą, choinkową zielenią po prostu wyróżnia się wśród niebieskawych stert ;).

♥ Motyw pierniczków - remis

Wybór arcytrudny, bo oba tytuły są wyjątkowo pierniczkowe ;). 

"Szczęście z piernika" angażuje wszystkie zmysły. Czytelnik wręcz czuje zapach korzennych pyszności i ciepło buchające ze starodawnego pieca. Do tego lektura zawiera przeróżne przepisy.

W "Sercu z piernika" wypieki grają za to o wiele większą rolę - patrz: pierniczkowa magia ^^ - a ich opisy są wyjątkowo plastyczne.

♥ Miejsce akcji - remis

Piernikarnia w starej toruńskiej kamienicy, czy w starej kamienicy w malutkim miasteczku w górach?

♥ Postaci - remis

Kalina i Klementyna - nasze główne bohaterki - są do siebie niesamowicie podobne. Czy to pod względem charakterów, pierniczkowej pasji, zawodów (przyszła właścicielka cukierni), momentu, w którym je zastajemy (na początku nowej, życiowej ścieżki), czy nawet patrząc po byłych.

Postaci drugoplanowe w obu tytułach są jednakowo barwne i sympatyczne. 

♥ Ogólna ocena - "Szczęście z piernika"?

Obie pozycje są na swój sposób urocze - ciepłe i wyjątkowo nastrojowe. "Szczęście" jest bardziej konkretne w stylu, a "Serce" - rozmarzone i okraszone realizmem magicznym.

Obie są też dość stereotypowe. Nadałyby się na świąteczny film obyczajowy ;). Zawierają te same elementy, co dziesiątki im podobnych - a to przeprowadzkę do malowniczej miejscowości, a to porzucenie pracy w bezdusznej korporacji, czy rodzinną tragedię z czasów wojny...

Finalnie wybieram "Szczęście", bo wydaje mi się bardziej spójne i dopracowane (tu m.in. ciut realistyczniejsze dialogi). Przy obu książkach bawiłam się jednak jednakowo dobrze :).

Czytaliście? Jakie inne polskie obyczajówki polecacie na Święta?

11.19.2020

"W śnieżną noc" - świąteczny film Netflix vs zbiór opowiadań

Tak, to kolejny okołoświąteczny post. Tak, dalej mamy listopad :D. Jestem jednak przekonana, że fani tych klimatów przyznają mi rację: marnych parę dni na końcu grudnia to zdecydowanie za mało ^^. Do tego - jeśli wierzyć prognozie pogody - jutro ma się pojawić pierwszy śnieg!

Książka vs film:

♥ Książka: John Green, Lauren Myracle, Maureen Johnson - "Let it snow" / "W śnieżną noc" (po raz pierwszy wydana w 2008 roku, aktualnie wydanie "filmowe" Bukowego Lasu, 2019, 312 stron)

♥ Film: "W śnieżną noc" (Netflix, 2019, reż. Luke Snellin, w obsadzie: Mitchell Hope, Isabela Merced, Kiernan Shipka, Odeya Rush, Jacob Batalon, Shameik Moore i inni)



Ilustracja wykonana w Canva

Czytaliście już "W śnieżną noc"? Taki zbiór trzech świątecznych opowiadań YA, w tym Johna Greena? O grupce nastolatków, których losy splotły się w małym miasteczku, gdzie utknęli przez śnieżycę? 

Nie? To może z innej strony, widzieliście już na Netflix jego filmowy "odpowiednik"? Ja akurat zaczęłam od książki - tak z dwa lata temu... 


WRAŻENIA Z LEKTURY

Zaczynając bez ogródek, lektura jako całość mnie nie przekonała. Tym bardziej, że promocja była oparta na udziale Johna Greena - a mi akurat spodobało się tylko pierwsze opowiadanie Maureen Johnson. 

Jej historyjka może i nie była w pełni dopracowana, ale za to wyjątkowo świąteczna - leciutka, nastrojowa i urocza. Poza tym, w oryginalnej wersji językowej styl Maureen - swobodny, niewymuszony - wypadł po prostu lepiej od reszty. 

To opowiadanie naprawdę miało potencjał! Ech, gdyby je doszlifować, rozciągnąć do pełnowymiarowej powieści - byłby z tego prawdziwy świąteczny klasyk. Idealny na leniwy wieczór... Trochę szkoda :(.


FABUŁA OPOWIADAŃ (UWAGA, SPOILERY!)

1. Maureen Johnson - "Podróż Wigilijna" ("The Jubilee Express")

Rodzice Jubilee zostają aresztowani za udział w absurdalnych protestach kolekcjonerów ozdób świątecznych. Nie chcą, żeby była sama w domu na Święta. Dziewczyna musi więc zostawić swojego chłopaka i pojechać pociągiem do dziadków. 

Nadciąga śnieżyca. Pociąg awaryjnie zatrzymuje się w małym miasteczku. Jubilee spotyka sympatycznego chłopaka, który zaprasza ją do domu. Mimo tragicznych warunków pogodowych, nikogo nie informując, bez zasięgu i zastanowienia - oddala się z nim od grupy. Na szczęście Stuart nie okazuje się psychopatą i bezpiecznie lądują na kolacji u mamusi. 

Jubilee dochodzi do wniosku, że jej obecna druga połówka - Noah - nie zachowuje się do końca w porządku. Czy jednak wybierze dopiero co poznanego Stuarta?


Ilustracja wykonana w Canva

2. John Green - "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" ("A Cheertastic Christmas Miracle")

Do miasteczka trafia również drużyna cheerleaderek. W przeciwieństwie do Jubilee, która właśnie przedziera się za nieznajomym po ciemku przez chaszcze, rozsądnie trzymają się razem. Przemarznięte - obejmują w posiadanie cieplutką knajpkę z waflami blisko stacji.

Naturalnie, wieść się roznosi i na miejsce migiem ściągają lokalni chłopcy. Śliczne cheerleaderki w ich małej mieścinie? Prawdziwy cud na Święta! Szykuje się spontaniczna impreza.

Nie wszyscy są jednak zadowoleni z "inwazji obcych" - chichoczących i machających pomponami. Wzbudzają zazdrość Duke, przyjaciółki jednego z chłopaków, skutecznie psując jej świąteczny nastrój. Może jednak nie wszystko jest stracone - może on też skrycie żywi do niej cieplejsze uczucia?

3. Lauren Myracle - "Święta Patronka Świnek" ("The Patron Saint of Pigs")

Egoistka Addie po kłótni z chłopakiem nie znajduje oparcia u przyjaciółki - też już zmęczonej jej podejściem do życia. Dalej niewiele pamiętam, bo przemknęłam jak najszybciej do szcześliwego zakończenia. Chyba była tam gdzieś po drodze jakaś świnka?


Ilustracja wykonana w Canva

RÓŻNICE I PODOBIEŃSTWA

Czy można ten film nazwać adaptacją? Według mnie nie. Netflix przerobił te opowiadania tak, że własny wydawca mógłby ich nie rozpoznać...

Już od pierwszych ujęć widać, że radykalnie zmienił tło, a wraz z nim klimat całej opowieści.

W książce mamy zamieć. Taką prawdziwą, pełną fantazji, skrajnie nieprzyjemną śnieżycę. Jest więc zimno, ciemno, momentami pewnie nic nie widać, bo wszystko zalepia mokry śnieg. Przemarznięci  do szpiku kości ludzie na złamanie karku lecą się gdzieś ukryć przed żywiołem. 

A w filmie? W filmie mamy wyprane z oryginalności, sielskie, kanadyjskie widoczki - jak ze świątecznych kartek. Takie pogodne zimowe południe, wprost idealne na sanki. Do tego z nieba cały czas sypie się delikatny, śnieżny puch...

Dalej, Netflix wziął się za majstrowanie przy fabule.

Scenarzyści oparli się głównie na (bardzo przeciętnym) drugim opowiadaniu, Greena. Rozciągnięto je na cały film, okraszono - o zgrozo - amerykańskimi żartami i przygodami na kształt "Stary, gdzie moja bryka?", też chyba losowanymi z kapelusza miejscami akcji... 

Co było do przewidzenia, uwaga publiczności skupiła się na jego parze. Netflix co prawda podmienił im uczucia (zazdrosny Tobin), ale oprócz bardzo stonowanych cheerleaderek, duch jego opowiadania - jako jedyny - został mniej więcej zachowany.

Pierwsze i trzecie opowiadanie zostały już jednak wywrócone do góry nogami. Światło reflektorów padło też na przyjaciółkę Addie - Dorrie, czyli bohaterkę nowego wątku Netflixa, dodanego zapewne dla reprezentacji innych orientacji.

Co więcej, chociaż mamy tu Julie i Stuarta, to jest to już jak dla mnie zupełnie inna para i nowa historia! Ku mojemu niedowierzaniu, twórcy filmu po prostu pozbyli się opowiadania Maureen. Nawet porządny cień po nim nie został :(.

I co dostaliśmy w zamian? Boleśnie plastikową randkę dziewczyny rozdartej pomiędzy wyjazdem na studia a chorobą mamy z przypadkowo spotkanym sławnym, samotnym muzykiem.


A WIĘC KSIĄŻKA CZY FILM?

Szczerze, w przeciwieństwie do też przecież sztampowej, a naprawdę sympatycznej adaptacji "Dasha i Lily", tutaj ani jedno, ani drugie mnie w pełni nie ujęło.

W książce spodobało mi się pierwsze opowiadanie i mocno działające na wyobraźnię tło: dom rodziców Jubilee - pełen zwariowanych, świątecznych ozdób, dalej mknący przez ciemność pociąg, małe miasteczko i jedna jedyna przytulna knajpka w szalejącej śnieżycy! Ale to przecież tylko część lektury...

A w filmie? Przypomnę, że w filmie się tych elementów pozbyli!

W opiniach widzów przewija się parę wspólnych uwag, z którymi się zgadzam. Raz, że to twór według amerykańskiego algorytmu na popularne świąteczne romansidło, podobny do innych jak dwa pierniczki z jednej foremki. Nie nadrabia też urokiem, czy naturalnym ciepłem.

I dwa, że ten obrany - cukierkowo bezbarwny - scenariusz zupełnie nie dał się wykazać aktorom.

Podsumowując, zbiorek opowiadań jako całość oceniam jako przeciętny. Film też był słaby, ale nie odradzam, bo może nada się na jeden wieczór. Gdzie indziej zobaczycie też hinduskie bóstwa i chińskiego noworocznego smoka razem z Jezusem w stajence? ;) Lepiej nie mieć tu jednak większych oczekiwań.

Goodreads - ostatnio przeczytane

The Simple Wild
Can't Wait to Get to Heaven
The Accidentals
Suddenly Royal
The Library of Lost and Found
Zakochani w świecie. Malezja
Czytelniczka znakomita
Listen to Your Heart
Better off Friends
Atlas szczęścia
Love & Luck
Drzewo życzeń
Za rękę z Koreańczykiem
Rekin z parku Yoyogi
Love & Gelato
Love Factually: 10 Proven Steps from I Wish to I Do
The Oracle Year
American Panda
Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin
Boże Narodzenie w Lost River


Strona po stronie's favorite books »

Archiwum

Popularne posty